Reklama w internecie Życie...: Mam tatuaż

Polecam

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Mam tatuaż

- Mam tatuaż. 
- I co z tego?!  
- Dlaczego?!
- Dziś mało kto go nie ma...

Co o tym sądzicie? Czy faktycznie dziś mało kto nie ma tatuażu? Dlaczego ktoś zrobił sobie tatuaż, a inny nie?
Moje zdanie?
Według mnie można wyróżnić trzy typy osób: ma tatuaż, będzie mieć lub chciałaby mieć tatuaż i taki typ, który raczej nigdy go nie będzie mieć. Czy aby na pewno taki podział jest właściwy? Przyjmijmy, że tak.
Kim albo raczej którym typem jesteś? Zastanawiałeś się nad takim podziałem rasy ludzkiej? Hmmm... ja tak.

Zacznijmy od ostatniej grupy. Osoby, które raczej nigdy nie zdecydują się na tatuaż to najczęściej osoby w przedziale wiekowym +45, które upatrują się w nim dziwnej, najczęściej kryminalnej symboliki. Według takich osób tatuaże dzielą ludzi na osoby z marginesu - jeśli masz tatuaż i na resztę świata, jeśli go nie masz. Przyznam, że taki podział jest dość krzywdzący. Krzywdzący tym bardziej, że sam mam tatuaż. 
Wracając jednak do takich osób. 
Nie ważne, jaki zawód wykonujesz, jaką posadę piastujesz, ile zarabiasz i jakim de facto jesteś człowiekiem - jesteś gorszy. Nie wart zaufania. Nie wart by z Tobą obcować, czy wchodzić w jakiekolwiek relacje, a jeśli już musi, to czyni to bardzo niechętnie i z pewną obawą. Obawą o swoje życie, zdrowie czy ryzykiem zdeprawowania, zbezczeszczenia własnych wartości. To własnie z uwagi na takie nastawienie większość osób posiadających lub chcących posiadać tatuaż ukrywa go skrzętnie pod ubraniem. Większość bo nie wszyscy. Zaskakujące jak otwartość niektórych posiadaczy tatuażu, czy może chęć zwrócenia na siebie uwagi wpływa na ich odbieranie przez społeczeństwo. Bo wytatuowanie sobie twarzy, a do tego naszpikowanie jej mało elegancką "biżuterią" uważam za nie ładne czy nawet właśnie społecznie nieakceptowalne. Pomimo, że niby każdy może robić "co chce" to ja jednak jestem za pewnego rodzaju ramami, a wychodzenie poza te ramy czynimy na własną odpowiedzialność, świadomi konsekwencji.
Tatuaż jaki widziałem u swojego dziadka wiele lat temu nie przypominał dzisiejszych tatuaży, które często, pewnie i słusznie nazywane są mianem sztuki. Nie będę tym razem wnikał w ich pochodzenie, dokonywał ich kulturowego czy innego podziału, ale jedno jest pewne - teraz jest epoka renesansu dla tatuaży i o ile jeszcze kilka, kilkanaście lat temu można było czuć się nieswojo z odsłoniętym tatuażem, to dziś jest to już traktowane jako standard, a jeśli nie to przynajmniej są one zdecydowanie bardziej do przyjęcia.
Wrócę jeszcze tylko na chwilę do osób, które raczej nie akceptują tatuaży i podsumuję, że ich pryzmat oceny człowieka jest małostkowy i dość obłudny, ale by nie krzywdzić ich tak surowym osądem dodam, iż jakby się zastanowić to nawet Ci którzy mają tatuaż oceniają innych przez ten pryzmat jednak w innej skali. Dla porównania:
Osobnik na zdjęciu obok przez osobę nie lubiącą tatuażu zostały najprawdopodobniej zwymyślany... (że jak tak można, taki szanowany zawód, a tu tatuaże itp) natomiast przez osobę, która ma lub lubi tatuaż uznana byłaby za pewnego rodzaju swojaka... (spoko koleś, swój człowiek, konował, a taki luźny itp).
Ale oczywiście nadmienię, że to wyłącznie moje zdanie i wcale nie trzeba się z nim utożsamiać, a poza tym to typowe dla mnie uogólnienie.

Czas na osoby, które nie mają tatuażu, ale te swoiste dzieła sztuki i amulety społecznej akceptowalności (w pewnych kręgach) prędzej czy później pojawią na ich skórze, a jeśli nawet nie to będą obiektem westchnień i corocznych postanowień, że w tym roku to już na pewno zrobię sobie tatuaż.
To często osoby stosunkowo młode w wieku 15-20 i często też niezdecydowane - stąd fakt, że nie posiadają jeszcze tatuażu. Tym osobom tatuaże podobają się i to nawet bardzo. Oglądają w serwisach fotografie wytatuowanych osób, szukają idealnego wzoru i miejsca na spełnienie "marzenia", czyli gdzie by go sobie wkomponować. Te osoby robią go czasem w tajemnicy przed innymi i dzielą się faktem jego istnienia tylko w zaufanym kręgu znajomych. Tutaj pojawia się dyskretny napis na nadgarstku, zakrywany biżuterią czy w innym, czasem intymnym zakątku skóry.
Czasem jeszcze strona finansowa jest elementem, który jest decydujący, czasem względy zdrowotne (choroby skóry), a czasem obawa o brak akceptacji rodziny - tu najczęściej rodziców. Są w tym gronie również osoby, którym tatuaże się podobają, ale uważają swoje ciało za "świątynie" i nie chcą się okaleczać - bo jakby nie było ślad zostaje na zawsze lub znika za kwotą często przewyższającą wartość dzieła i przy okazji mniej lub bardziej nieprzyjemnego zabiegu plastycznego.
Dla wszystkich, którzy jeszcze nie mają tatuażu, a pragną bardzo sobie zafundować takie "znamię" mam kilka wskazówek, które może nie gwarantują satysfakcji z noszenia kolorowych lub monochromatycznych malowideł na naszej skórze, ale przynajmniej minimalizują ryzyko totalnego niezadowolenia, wstydu, czy problemów innej natury.
Po pierwsze - mierz siły na zamiary - jeśli nie masz wystarczająco dużo pieniędzy na tatuaż - zaczekaj i dozbieraj. Nie decyduj się na inny, mniejszy, mniej ładny, a co najważniejsze nie wykonuj "po znajomości" w zaciszu domowym znajomego kolegi czy innym szemranym miejscu. Decydując się i z odpowiednim budżetem wybieraj studia tatuażu, które cieszą się dobrą opinią w tym środowisku, a najlepiej jak odnoszą sukcesy na konwentach tatuażu. Możesz zawsze wybrać się osobiści i porozmawiać, poprosić o pokazanie prac. Musisz "zaufać" osobie, która będzie Cię tatuować. Aaaa! I przygotuj się na ból. To nie łaskotanie czy lekkie drapanie. To pewnego rodzaju "kaleczenie" skóry, którą musisz się później odpowiednio opiekować, by mogła dobrze prezentować wybrany wzór.
Po drugie - nie szukaj dla siebie wzoru w tatuażach już zrobionych, chociaż może to być pewnego rodzaju inspiracja. Skup się raczej na wymyśleniu oryginalnego wzoru, którego szybko nie znajdziesz u kogoś na skórze. Niech to będzie dopasowane do Ciebie, Twojej pasji, czegoś co nie trwa chwilę, a później jest nie modne, traci swój urok razem z przeminięciem mody na wzór, który wybrałeś pod wpływem chwilowego zauroczenia. Niech to będzie wzór ponadczasowy, Twój, jedyny niepowtarzalny. Przepraszam za szczerość, ale unikaj imion. Unikaj szczególni imienia swojej dziewczyny, bo co powiesz kolejnej? Że to była twoja tragicznie zmarła miłość i jeszcze się nie ogarnąłeś? Może i uda Ci się kogoś poderwać na taki tekst, ale co dalej..? Mniejsza z tym...
Na początek możesz wybrać wzór jednobarwny, a jeśli najdzie Cię ochota zawsze możesz go pokolorować.
Po trzecie - Dobrze wybierz dla niego miejsce. To nie broszka czy łata. Nie przeniesiesz go w inne miejsce, gdy uznasz, że tu jednak nie pasuje, więc poświęć na to tyle czasu ile potrzeba, aby w przyszłości móc się nim pozachwycać, a kiedy przyjdzie taka konieczność nikt go nie dojrzy.

Grupa trzecia, a raczej pierwsza. 
Ja mam tatuaż. Ty masz tatuaż. On i Ona również mają tatuaż lub tatuaże. Ta grupa dzieli się jeszcze na mniejsze grupy, ale o tym innym razem. My już dokonaliśmy wyboru. My pewnie nie rzadko popełniliśmy błąd w wyborze. Może studia, może miejsca, a może wzoru... Ja pewnie wszystkiego po trochu i stąd pomysł na ten post. 

Mam nadzieje, że osoby nie lubiące tatuażu choć w części zrozumieją tych, którzy go mają lub chcą mieć. Ci, którzy się właśnie decydują wezmą pod uwagę moje wskazówki, a pozostali nie będą mi mieć za złe, że przy okazji kolejnego, kiedyś postu pozwolę sobie na przedstawienie mojego punktu widzenia, co do tej społeczności i może nawet pod tytułem "pokaż mi swój tatuaż, a powiem Ci kim jesteś..."



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz